sobota, 22 sierpnia 2015

Podróżnicza LISTA MARZEŃ

Znacie to uczucie, kiedy ktoś zapyta Was o plany na przyszłość i marzenia, a Wy gadacie jak najęci przez dobrą godzinę?
Wiecie, jakie to uczucie, gdy zastanawiacie się, czy z tak marzycielską głową starczy Wam życia na te z listy ,,Muszę zrobić"?
A właśnie... Macie taką listę?
Systematycznie zapisujecie na niej nowe miejsca do odwiedzenia, zwierzęta do pogłaskania, sporty do spróbowania, jedzenie do posmakowania...?
Łatwo się domyślić, że ja taką listę oczywiście posiadam. I zapewne nie tylko ja. Każdy podróżnik-marzyciel układa ją sobie potajemnie w głowie. Na pewno. Ja też tak na początku robiłam, aż postanowiłam ją spisać. I wiecie co...?
Punktów na liście okazało się być o wiele więcej niż się spodziewałam! A to i tak nie wszystko...
Starałam się zbudować ją tak, aby każdy podpunkt nie rozpoczynał się od słowa: ,,zobaczyć", ,,zobaczyć", ,,zobaczyć", co jest częstym błędem w podróży: Przyjechać - zobaczyć - odjechać. Bo o to w podróży nie chodzi!
Chodzi o to, by poznawać, spotykać, mieszkać, pływać, uprawiać sporty, smakować, wspinać się, ZDOBYWAĆ.
Zdobywać szczyty. Szczyty marzeń, cele, ale ich nie kolekcjonować. Przeżywać je.
Moje marzenia, których trochę jest, prezentują się tak...

1. Pływać z delfinami.
2. Mieszkać w domku w górach.
3. Zobaczyć niedźwiedzia na wolności.
4. Wędrować po bezdrożach Patagonii.
5. Pływać z rekinami.
6. Żeglować po całej Grecji.
7. Sprawdzić swoje umiejętności w wakeboardingu.
8. Zobaczyć zorzę polarną.
9. Przejechać Road 66 motocyklem.
10. Obejrzeć walkę Muay Thai.
11. Mieszkać na pływającym domu w Azji.
12. Podróżować koleją Transsyberyjską.
13. Zobaczyć renifery na wolności.
14. Zdobyć Fudżi.
15. Obejrzeć pokaz tańca Kebyar Duduk.
16. Jechać konno na Dzikim Zachodzie.
17. Spróbować boulderingu.
18. Odbyć trekking do Machu Picchu.
19. Zobaczyć tygrysa na wolności.
20. Pływać łodzią po Zatoce Halong.
21. Wspiąć się na Bromo.
22. Przejechać Salar de Uyuni.
23. Odwiedzić cejlońską plantację herbaty.
24. Uczestniczyć w sado.
25. Podróżować shinkansenem.
26. Mieszkać jakiś czas w Nowej Zelandii.
27. Kąpać się w termach z makakami w Japonii.
28. Nurkować w Meksyku.
29. Jechać konno po mongolskim stepie.
30. Łowić ryby z mieszkańcami którejś z małych wiosek.
31. Pływać z wielkim żółwiem.
32. Skoczyć ze spadochronem.
33. Mieszkać w małej wiosce w Azji,
34. Zobaczyć pingwiny na wolności.
35. Podróżować pociągiem w Indiach.
36. Odbyć trekking do Sanktuarium Annapurny.
37. Zobaczyć warany z Komodo.
38. Spotkać gejszę w Kioto.
39. Mieszkać kilka miesięcy w Japonii.
40. Spróbować paralotniarstwa.
41. Wędrować po amazońskim lesie deszczowym.
42. Zobaczyć orangutany na Borneo.
43. Wodować samolotem.
44. Wspinać się w kanionie w USA.
45. Iść na trekking w Yading.
46. Zobaczyć flamingi na wolności w Ameryce Południowej.
47. Pójść na koncert jazzowy w Nowy Orleanie.
48. Nauczyć się windsurfingu.
49. Zobaczyć pola ryżowe.
50. Odwiedzić polską stację badawczą na Antarktydzie (dziecięce marzenie...).
51. Jechać na wielbłądzie po pustyni.
52. Zdobyć Teide.
53. Zrobić roadtrip w Australii.
54. Odwiedzić plantację pereł na Polinezji Francuskiej.
55. Mieszkać w domku w górach.
56. Pójść na koncert do Opera House.
57. Odbyć safari w Kenii i Tanzanii.
58. Mieszkać na rancho na pampie w Argentynie.
59. Zobaczyć wieloryba na wolności.
60. Żeglować po Pacyfiku.
61. Wspiąć się na Yasur.

Hah, sama się sobie dziwię, że dotąd spisałam tylko 61. punktów. Pewnie po dopracowaniu listy pojawi się ponad 100 pozycji...
A jak z Wami? Macie swoją ,,Podróżniczą Listę Marzeń"? Co sądzicie o takim rozwiązaniu na szalejące myśli? Czekam na komentarze!

fot. (without edition) wdced.com

czwartek, 13 sierpnia 2015

♥ Lipica ♥

Hej!

Nie wiem czy wiecie, ale od roku jeżdżę konno :) Traktuję to jako pasję, hobby, ale i świetny pomysł na wykorzystanie wolnego czasu, odstresowanie się, ucieczkę z miasta... Jest wiele powodów, dla których kocham ten sport. Właśnie wróciłam ze stajni i nie mogłam odmówić sobie napisania kolejnego wpisu :)

Będąc w Słowenii wiedziałam, że jednym z dwóch miejsc, które absolutnie musiałam zobaczyć jest Lipica. Możliwe, że część z Was już słyszała o tym miejscu, ale dla niewtajemniczonych już wyjaśniam. Jest to stadnina, w której wyhodowano rasę koni lipicańskich (zwanych lipicanami).


zdj. www.slovenia.info


LIPICA - HISTORIA

Stadnina w Lipicy jest jedną z najstarszych na świecie, a jej początki sięgają roku 1580.
Została ona założona przez rodzinę Habsburgów. W znajdującej się w Wiedniu Hiszpańskiej Szkole Jazdy, powstałej w 1572r., przeważały konie andaluzyjskie, uznawane za te majestatyczne i ,,najbliższe ideału". Z racji tej, że transport i import koni z tak dalekiego rejonu Europy był wtedy sporym utrudnieniem, postanowiono o stworzeniu nowej rasy. Wkrótce decyzja arcyksięcia Karola II Styryjskiego zapadła, a 19 maja 1580 roku oficjalnie stadnina zaczęła funkcjonować. Założona została w miejscowości Lipica, w słoweńskim rejonie Kras. Nie była to przypadkowa lokalizacja, gdyż tam panujące oraz mikroklimat, niewiele odbiegają od warunków andaluzyjskich.
Niegdyś na terenie Lipicy rezydował biskup Triestu, a jego posiadłość można z zewnątrz obejrzeć.
Rok po założeniu stadniny sprowadzono z Hiszpanii pierwsze 30 koni. Było to 6 ogierów i 24 klacze. Z czasem powiększania się majątku rodziny, dobudowywano kolejne budynki, a nawet kaplicę.
Swoje chwile grozy miejsce przeżyło podczas dwóch ewakuacji. Pierwsza miała miejsce w 1797 roku, przyczyną była napoleońska wojna. Do tego w latach 1809-1815 aż 289 koni przeniesiono do majątku Peczko, gdyż teren zajęli Francuzi. Burzliwe czasy spotykały stadninę podczas wszystkich wojen, a także w okresie powojennym, gdy kraj stał się częścią Jugosławii. Oficjalnie Kobilarnia Lipica powróciła pod władzę Słowenii w 1996 roku, więc bardzo niedawno. Dziesięć lat wcześniej zaczęła tu urzędować Międzynarodowa Federacja Koni Lipicańskich.

LIPICANY

Konie lipicańskie maja jedną uroczą i osobliwa cechę - źrebaki są najczęściej skarogniade (mówiąc prościej ciemno-brązowe :) ), rzadziej kare (czarne) czy brudnokasztanowate, wówczas gdy ich matki są siwe :) Wygląda to z pierwszej chwili trochę dziwnie i inaczej, potem człowiek zakochuje się w tych koniach bez reszty :) Oczywiście z czasem umaszczenie ulega zmianie i lipicany przechodzą na maść, która będzie im już towarzyszyć do końca życia. Dzieje się tak dlatego, że ta rasa jest mieszanką genetyczną różnych gatunków koni, m.in. Karster i wielu gatunków hiszpańskich i neapolitańskich. Rzadko, ale jednak, zdarza się, że ciemne umaszczenie nie zmienia się z wiekiem i lipicany na zawsze pozostają skarogniade, kare, ale najczęściej w takich przypadkach są dereszowate lub jabłkowite (szare). Maść u źrebiąt z ciemnej na jasną zmienia się między 6 a 10 rokiem życia.
Najbardziej znane miejsce użytkowania tej rasy jest prestiżowa Hiszpańska Szkoła Jazdy w Wiedniu. 


Na tym zdjęciu widoczna jest różnica w maści u mamy i źrebaka... Wygląda pięknie!


fot. www.slovenia.info

Znak muzeum Lipikum i przedstawienie dwóch lipicanów w różnym wieku...


Na terenie całego obszaru stadniny Lipica znajduje się wiele budynków z boskami, ujeżdżalnią oraz muzeum Lipikum i mniejsza sala z eksponatami. Klimatycznie prezentują się tam bryczki, stare modele siodeł i całego wyposażenia konia oraz wiele innych... 
Najbardziej spodobała mi się najstarsza stajnia - utrzymana do dziś w książęcym stylu, z przestronnymi, zdobionymi boksami robi genialne wrażenie. Do tego w powietrzu unosi się przyjemny zapach ściółki, a ciekawskie lipicany wyglądają na turystów przez kraty i okienka :) 

fot. www.lipica.org
Przepiękne boksy w najstarszej stajni na terenie Lipicy...

Burzliwa historia oraz upływ czasu na pewno zmienił stadninę w pewnym stopniu, ale podejrzewam, że jedno nigdy się nie zmieni. Kiedy będę odwiedzać jeszcze to miejsce w przyszłości, w co mocno wierzę, to za każdym razem zaskoczy mnie ona na nowo, może dostrzegę to, czego do tej pory nie odkryłam. A temperament, siła, majestatyczność i magia tych koni sprawi, że każdy ulegnie ich urokowi...






środa, 12 sierpnia 2015

Miramare

Witajcie!
Post ten piszę w ostatniej chwili, gdyż już jutro rano czeka mnie kolejna podróż. Na razie zdradzę Wam tylko, że będą to dwa państwa bałkańskie, z czego jedno z nich odwiedzę pierwszy raz :)
Ale teraz chciałabym zabrać Was w miejsce, które absolutnie trzeba zobaczyć, przynajmniej będąc w pobliżu :)

Mowa o Miramare - prawdziwej perełce, bardzo niedocenianej i cudownej, jeśli chodzi o pałacową architekturę. Zamek znajduje się zaledwie 10min jazdy od Triestu, a więc będąc w tym włoskim mieście grzechem byłoby tu nie zawitać.


Budowla została zaprojektowana przez Carla Junkera. Zamieszkiwał ją austriacki arcyksiążę z dynastii Habsburgów Maksymilian wraz z żoną Charlotte. W samym zamku znajduje się wiele komnat, z czego wystrój prywatnych sal Maksymiliana wzorowany jest wnętrzem okrętów. Pomieszczenia są bardzo dobrze utrzymane, w bibliotece szyk książek jest taki sam jak sprzed laty, ale to nie wyczerpuje limitu na spektakularne wnętrze zamku. Tak jak już wspomniałam, biblioteka mnie bardzo zaskoczyła. Z racji tej, że uwielbiam czytać, zatrzymałam się tu dłużej, aby podziwiać salę. Książek jest tu siedem tysięcy. Umieszczono tu portret Charlotte z lat dzieciństwa, tak jak i liczne krzesła, bogato zdobione biurka czy pokaźnych rozmiarów globus. Jest tu też wiele komnat tematycznych, np. sala chińska czy japońska, z pięknymi eksponatami. Zamkowi towarzyszy wyjątkowy ogród, a przechadzanie się jego alejkami z widokiem na Miramare to u upalne dni zbawienie dla duszy. Nie należy zapominać o genialnych włoskich lodach z Caffè Massimiliano, które są sprzedawane na terenie ogrodów :)


Widok na pałac z ogrodów...



Najlepsze włoskie lody, jakie jadłam!! 

HISTORIA

Jak już wspomniałam, ten pałac z piaskowca zamieszkiwał austriacki arcyksiążę z dynastii Habsburgów Maksymilian i jego żona Charlotte, która posiadała wielki malarski talent (w jednej z zamkowych komnat podziwiać można jej dzieło przedstawiające jerozolimską ulicę. Obraz jest cudowny...). 
Pałac został wzniesiony, aby być domem dla małżeństwa. Jednak Maksymilian nie cieszył się długo wspaniałą posiadłością (tylko 4 lata). W 1864 roku ogłoszony został gubernatorem Meksyku. To jednak nie spodobało się tamtejszym mieszkańcom, dlatego w 1877 roku Meksykanie zamordowali go. Charlotte bardzo kochała męża i, nie mogąc pogodzić się z jego śmiercią, rozpaczała do końca życia. Przeprowadziła się do Meise w Belgii, z tego kraju bowiem pochodziła. Zmarła tam 19 stycznia 1927 roku.
Ta smutna historia zapoczątkowała legendę o klątwie. Podobno każdy żonaty lub koronowany mężczyzna bądź też szef wojskowy, który spędzi chociaż jedną noc w zamku, umrze przedwcześnie w innym kraju, a potwierdza to wiele przypadków.
Generał z Ameryki Charles Moor zmarł podczas wojny w Korei. 
Pewnie część z Was słyszała o zamordowaniu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, ale może nie słyszeliście, że przed wyjazdem do Bośni i Hercegowiny spędził on kilka nocy w Miramare!
Kolejne przykłady? Proszę bardzo!
Książę Amedeo d`Aosta, mieszkający w pałacu w latach 1931-1937, zmarł w niewoli w Kenii.
Dodatkowo znana jest też historia przebywającego w Miramare w czasie II wojny światowej  niemieckiego generała Friedricha Rainera, zastrzelonego przez partyzantów.
Usłyszywszy o klątwie i powyższych przypadkach, pułkownik Bowman z Nowej Zelandii spał w namiocie przed rezydencją :)

A teraz kilka zdjęć... :)




Z ogrodów widać mały zarys Wenecji, za to od drugiej strony Triest prezentuje się w całej okazałości :)


Myślę, że chociaż trochę przybliżyłam Wam historię pałacu, ale mam nadzieję, iż sami pojedziecie do Miramare przekonać się o jego pięknie i urokliwości!
Nigdy nie byłam w piękniejszej pałacowej rezydencji i, póki co, nic nie zapowiada, żeby to się zmieniło :)