sobota, 22 sierpnia 2015

Podróżnicza LISTA MARZEŃ

Znacie to uczucie, kiedy ktoś zapyta Was o plany na przyszłość i marzenia, a Wy gadacie jak najęci przez dobrą godzinę?
Wiecie, jakie to uczucie, gdy zastanawiacie się, czy z tak marzycielską głową starczy Wam życia na te z listy ,,Muszę zrobić"?
A właśnie... Macie taką listę?
Systematycznie zapisujecie na niej nowe miejsca do odwiedzenia, zwierzęta do pogłaskania, sporty do spróbowania, jedzenie do posmakowania...?
Łatwo się domyślić, że ja taką listę oczywiście posiadam. I zapewne nie tylko ja. Każdy podróżnik-marzyciel układa ją sobie potajemnie w głowie. Na pewno. Ja też tak na początku robiłam, aż postanowiłam ją spisać. I wiecie co...?
Punktów na liście okazało się być o wiele więcej niż się spodziewałam! A to i tak nie wszystko...
Starałam się zbudować ją tak, aby każdy podpunkt nie rozpoczynał się od słowa: ,,zobaczyć", ,,zobaczyć", ,,zobaczyć", co jest częstym błędem w podróży: Przyjechać - zobaczyć - odjechać. Bo o to w podróży nie chodzi!
Chodzi o to, by poznawać, spotykać, mieszkać, pływać, uprawiać sporty, smakować, wspinać się, ZDOBYWAĆ.
Zdobywać szczyty. Szczyty marzeń, cele, ale ich nie kolekcjonować. Przeżywać je.
Moje marzenia, których trochę jest, prezentują się tak...

1. Pływać z delfinami.
2. Mieszkać w domku w górach.
3. Zobaczyć niedźwiedzia na wolności.
4. Wędrować po bezdrożach Patagonii.
5. Pływać z rekinami.
6. Żeglować po całej Grecji.
7. Sprawdzić swoje umiejętności w wakeboardingu.
8. Zobaczyć zorzę polarną.
9. Przejechać Road 66 motocyklem.
10. Obejrzeć walkę Muay Thai.
11. Mieszkać na pływającym domu w Azji.
12. Podróżować koleją Transsyberyjską.
13. Zobaczyć renifery na wolności.
14. Zdobyć Fudżi.
15. Obejrzeć pokaz tańca Kebyar Duduk.
16. Jechać konno na Dzikim Zachodzie.
17. Spróbować boulderingu.
18. Odbyć trekking do Machu Picchu.
19. Zobaczyć tygrysa na wolności.
20. Pływać łodzią po Zatoce Halong.
21. Wspiąć się na Bromo.
22. Przejechać Salar de Uyuni.
23. Odwiedzić cejlońską plantację herbaty.
24. Uczestniczyć w sado.
25. Podróżować shinkansenem.
26. Mieszkać jakiś czas w Nowej Zelandii.
27. Kąpać się w termach z makakami w Japonii.
28. Nurkować w Meksyku.
29. Jechać konno po mongolskim stepie.
30. Łowić ryby z mieszkańcami którejś z małych wiosek.
31. Pływać z wielkim żółwiem.
32. Skoczyć ze spadochronem.
33. Mieszkać w małej wiosce w Azji,
34. Zobaczyć pingwiny na wolności.
35. Podróżować pociągiem w Indiach.
36. Odbyć trekking do Sanktuarium Annapurny.
37. Zobaczyć warany z Komodo.
38. Spotkać gejszę w Kioto.
39. Mieszkać kilka miesięcy w Japonii.
40. Spróbować paralotniarstwa.
41. Wędrować po amazońskim lesie deszczowym.
42. Zobaczyć orangutany na Borneo.
43. Wodować samolotem.
44. Wspinać się w kanionie w USA.
45. Iść na trekking w Yading.
46. Zobaczyć flamingi na wolności w Ameryce Południowej.
47. Pójść na koncert jazzowy w Nowy Orleanie.
48. Nauczyć się windsurfingu.
49. Zobaczyć pola ryżowe.
50. Odwiedzić polską stację badawczą na Antarktydzie (dziecięce marzenie...).
51. Jechać na wielbłądzie po pustyni.
52. Zdobyć Teide.
53. Zrobić roadtrip w Australii.
54. Odwiedzić plantację pereł na Polinezji Francuskiej.
55. Mieszkać w domku w górach.
56. Pójść na koncert do Opera House.
57. Odbyć safari w Kenii i Tanzanii.
58. Mieszkać na rancho na pampie w Argentynie.
59. Zobaczyć wieloryba na wolności.
60. Żeglować po Pacyfiku.
61. Wspiąć się na Yasur.

Hah, sama się sobie dziwię, że dotąd spisałam tylko 61. punktów. Pewnie po dopracowaniu listy pojawi się ponad 100 pozycji...
A jak z Wami? Macie swoją ,,Podróżniczą Listę Marzeń"? Co sądzicie o takim rozwiązaniu na szalejące myśli? Czekam na komentarze!

fot. (without edition) wdced.com

czwartek, 13 sierpnia 2015

♥ Lipica ♥

Hej!

Nie wiem czy wiecie, ale od roku jeżdżę konno :) Traktuję to jako pasję, hobby, ale i świetny pomysł na wykorzystanie wolnego czasu, odstresowanie się, ucieczkę z miasta... Jest wiele powodów, dla których kocham ten sport. Właśnie wróciłam ze stajni i nie mogłam odmówić sobie napisania kolejnego wpisu :)

Będąc w Słowenii wiedziałam, że jednym z dwóch miejsc, które absolutnie musiałam zobaczyć jest Lipica. Możliwe, że część z Was już słyszała o tym miejscu, ale dla niewtajemniczonych już wyjaśniam. Jest to stadnina, w której wyhodowano rasę koni lipicańskich (zwanych lipicanami).


zdj. www.slovenia.info


LIPICA - HISTORIA

Stadnina w Lipicy jest jedną z najstarszych na świecie, a jej początki sięgają roku 1580.
Została ona założona przez rodzinę Habsburgów. W znajdującej się w Wiedniu Hiszpańskiej Szkole Jazdy, powstałej w 1572r., przeważały konie andaluzyjskie, uznawane za te majestatyczne i ,,najbliższe ideału". Z racji tej, że transport i import koni z tak dalekiego rejonu Europy był wtedy sporym utrudnieniem, postanowiono o stworzeniu nowej rasy. Wkrótce decyzja arcyksięcia Karola II Styryjskiego zapadła, a 19 maja 1580 roku oficjalnie stadnina zaczęła funkcjonować. Założona została w miejscowości Lipica, w słoweńskim rejonie Kras. Nie była to przypadkowa lokalizacja, gdyż tam panujące oraz mikroklimat, niewiele odbiegają od warunków andaluzyjskich.
Niegdyś na terenie Lipicy rezydował biskup Triestu, a jego posiadłość można z zewnątrz obejrzeć.
Rok po założeniu stadniny sprowadzono z Hiszpanii pierwsze 30 koni. Było to 6 ogierów i 24 klacze. Z czasem powiększania się majątku rodziny, dobudowywano kolejne budynki, a nawet kaplicę.
Swoje chwile grozy miejsce przeżyło podczas dwóch ewakuacji. Pierwsza miała miejsce w 1797 roku, przyczyną była napoleońska wojna. Do tego w latach 1809-1815 aż 289 koni przeniesiono do majątku Peczko, gdyż teren zajęli Francuzi. Burzliwe czasy spotykały stadninę podczas wszystkich wojen, a także w okresie powojennym, gdy kraj stał się częścią Jugosławii. Oficjalnie Kobilarnia Lipica powróciła pod władzę Słowenii w 1996 roku, więc bardzo niedawno. Dziesięć lat wcześniej zaczęła tu urzędować Międzynarodowa Federacja Koni Lipicańskich.

LIPICANY

Konie lipicańskie maja jedną uroczą i osobliwa cechę - źrebaki są najczęściej skarogniade (mówiąc prościej ciemno-brązowe :) ), rzadziej kare (czarne) czy brudnokasztanowate, wówczas gdy ich matki są siwe :) Wygląda to z pierwszej chwili trochę dziwnie i inaczej, potem człowiek zakochuje się w tych koniach bez reszty :) Oczywiście z czasem umaszczenie ulega zmianie i lipicany przechodzą na maść, która będzie im już towarzyszyć do końca życia. Dzieje się tak dlatego, że ta rasa jest mieszanką genetyczną różnych gatunków koni, m.in. Karster i wielu gatunków hiszpańskich i neapolitańskich. Rzadko, ale jednak, zdarza się, że ciemne umaszczenie nie zmienia się z wiekiem i lipicany na zawsze pozostają skarogniade, kare, ale najczęściej w takich przypadkach są dereszowate lub jabłkowite (szare). Maść u źrebiąt z ciemnej na jasną zmienia się między 6 a 10 rokiem życia.
Najbardziej znane miejsce użytkowania tej rasy jest prestiżowa Hiszpańska Szkoła Jazdy w Wiedniu. 


Na tym zdjęciu widoczna jest różnica w maści u mamy i źrebaka... Wygląda pięknie!


fot. www.slovenia.info

Znak muzeum Lipikum i przedstawienie dwóch lipicanów w różnym wieku...


Na terenie całego obszaru stadniny Lipica znajduje się wiele budynków z boskami, ujeżdżalnią oraz muzeum Lipikum i mniejsza sala z eksponatami. Klimatycznie prezentują się tam bryczki, stare modele siodeł i całego wyposażenia konia oraz wiele innych... 
Najbardziej spodobała mi się najstarsza stajnia - utrzymana do dziś w książęcym stylu, z przestronnymi, zdobionymi boksami robi genialne wrażenie. Do tego w powietrzu unosi się przyjemny zapach ściółki, a ciekawskie lipicany wyglądają na turystów przez kraty i okienka :) 

fot. www.lipica.org
Przepiękne boksy w najstarszej stajni na terenie Lipicy...

Burzliwa historia oraz upływ czasu na pewno zmienił stadninę w pewnym stopniu, ale podejrzewam, że jedno nigdy się nie zmieni. Kiedy będę odwiedzać jeszcze to miejsce w przyszłości, w co mocno wierzę, to za każdym razem zaskoczy mnie ona na nowo, może dostrzegę to, czego do tej pory nie odkryłam. A temperament, siła, majestatyczność i magia tych koni sprawi, że każdy ulegnie ich urokowi...






środa, 12 sierpnia 2015

Miramare

Witajcie!
Post ten piszę w ostatniej chwili, gdyż już jutro rano czeka mnie kolejna podróż. Na razie zdradzę Wam tylko, że będą to dwa państwa bałkańskie, z czego jedno z nich odwiedzę pierwszy raz :)
Ale teraz chciałabym zabrać Was w miejsce, które absolutnie trzeba zobaczyć, przynajmniej będąc w pobliżu :)

Mowa o Miramare - prawdziwej perełce, bardzo niedocenianej i cudownej, jeśli chodzi o pałacową architekturę. Zamek znajduje się zaledwie 10min jazdy od Triestu, a więc będąc w tym włoskim mieście grzechem byłoby tu nie zawitać.


Budowla została zaprojektowana przez Carla Junkera. Zamieszkiwał ją austriacki arcyksiążę z dynastii Habsburgów Maksymilian wraz z żoną Charlotte. W samym zamku znajduje się wiele komnat, z czego wystrój prywatnych sal Maksymiliana wzorowany jest wnętrzem okrętów. Pomieszczenia są bardzo dobrze utrzymane, w bibliotece szyk książek jest taki sam jak sprzed laty, ale to nie wyczerpuje limitu na spektakularne wnętrze zamku. Tak jak już wspomniałam, biblioteka mnie bardzo zaskoczyła. Z racji tej, że uwielbiam czytać, zatrzymałam się tu dłużej, aby podziwiać salę. Książek jest tu siedem tysięcy. Umieszczono tu portret Charlotte z lat dzieciństwa, tak jak i liczne krzesła, bogato zdobione biurka czy pokaźnych rozmiarów globus. Jest tu też wiele komnat tematycznych, np. sala chińska czy japońska, z pięknymi eksponatami. Zamkowi towarzyszy wyjątkowy ogród, a przechadzanie się jego alejkami z widokiem na Miramare to u upalne dni zbawienie dla duszy. Nie należy zapominać o genialnych włoskich lodach z Caffè Massimiliano, które są sprzedawane na terenie ogrodów :)


Widok na pałac z ogrodów...



Najlepsze włoskie lody, jakie jadłam!! 

HISTORIA

Jak już wspomniałam, ten pałac z piaskowca zamieszkiwał austriacki arcyksiążę z dynastii Habsburgów Maksymilian i jego żona Charlotte, która posiadała wielki malarski talent (w jednej z zamkowych komnat podziwiać można jej dzieło przedstawiające jerozolimską ulicę. Obraz jest cudowny...). 
Pałac został wzniesiony, aby być domem dla małżeństwa. Jednak Maksymilian nie cieszył się długo wspaniałą posiadłością (tylko 4 lata). W 1864 roku ogłoszony został gubernatorem Meksyku. To jednak nie spodobało się tamtejszym mieszkańcom, dlatego w 1877 roku Meksykanie zamordowali go. Charlotte bardzo kochała męża i, nie mogąc pogodzić się z jego śmiercią, rozpaczała do końca życia. Przeprowadziła się do Meise w Belgii, z tego kraju bowiem pochodziła. Zmarła tam 19 stycznia 1927 roku.
Ta smutna historia zapoczątkowała legendę o klątwie. Podobno każdy żonaty lub koronowany mężczyzna bądź też szef wojskowy, który spędzi chociaż jedną noc w zamku, umrze przedwcześnie w innym kraju, a potwierdza to wiele przypadków.
Generał z Ameryki Charles Moor zmarł podczas wojny w Korei. 
Pewnie część z Was słyszała o zamordowaniu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, ale może nie słyszeliście, że przed wyjazdem do Bośni i Hercegowiny spędził on kilka nocy w Miramare!
Kolejne przykłady? Proszę bardzo!
Książę Amedeo d`Aosta, mieszkający w pałacu w latach 1931-1937, zmarł w niewoli w Kenii.
Dodatkowo znana jest też historia przebywającego w Miramare w czasie II wojny światowej  niemieckiego generała Friedricha Rainera, zastrzelonego przez partyzantów.
Usłyszywszy o klątwie i powyższych przypadkach, pułkownik Bowman z Nowej Zelandii spał w namiocie przed rezydencją :)

A teraz kilka zdjęć... :)




Z ogrodów widać mały zarys Wenecji, za to od drugiej strony Triest prezentuje się w całej okazałości :)


Myślę, że chociaż trochę przybliżyłam Wam historię pałacu, ale mam nadzieję, iż sami pojedziecie do Miramare przekonać się o jego pięknie i urokliwości!
Nigdy nie byłam w piękniejszej pałacowej rezydencji i, póki co, nic nie zapowiada, żeby to się zmieniło :)

piątek, 10 lipca 2015

3 w 1

Hej!
Jak Wam mijają wakacje?
Jeśli o mnie chodzi, to wczoraj wróciłam z wyjazdu na południe. Dlatego chciałabym ten post potraktować jako wstęp do wpisów, które będą dotyczyły własnie odwiedzonych przeze mnie państw, czyli Włoch, Słowenii i Chorwacji. 

Miramare, Włochy...

Opiszę to, co warto zobaczyć, czego niekoniecznie, co mnie zachwyciło, a co wręcz przeciwnie. Wszystkie te kraje są zupełnie inne, tak jak miejsca, które widziałam,  również były różnorodne.
A Wy? Skąd wróciliście albo gdzie macie zaplanowane wyjechać?
Piszcie w komentarzach!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

`GÓRY PRZEDE WSZYSTKIM`

Na dziś przygotowałam podróżniczy, ale i bardzo osobisty dla mnie wpis. Będzie on dotyczył głównie Korony Ziemi, ale i samych gór. 
Wspinaczka (może JESZCZE nie wysokogórska) górska od najmłodszych lat jest na stałe wpisana do mojego życia. Kiedy miałam 3 lata po raz pierwszy pojechałam na górskie wakacje z rodzicami i to była dla mnie nie lada atrakcja. Nie było muzeów, wystaw, więc czegoś, co na wczasach mogłoby znudzić takie dziecko jakim byłam ;) Ale w górach miałam pewne `pole do popisu`, więc mogłam ścigać się z rodzicami po szczytach i pokazać, że mimo iż jestem jeszcze mała, chodzenie po górach mam we krwi :D Kiedy moja młodsza siostra na tyle dorosła, że też pojechała z nami, miałam kolejną rywalkę. Dziarsko chodziłam po górach, zdobywałam kolejne szczyty, ale robiłam coś, czego takie młode osoby mogą nie do końca rozumieć. Możliwe, że ja też nie rozumiałam? Ale miałam swoją własną definicję tego. Ponieważ w górach rozkoszowałam się nie tylko widokami (co i tak robiłam bardzo obficie), ale też w pewnym sensie czułam się... wolna. I może kiedyś to miało dla mnie inne znaczenie, to teraz, kiedy jestem już duużo starsza, nadal czuję do gór to samo. Kiedy siadałam na kamieniu, to nie po to, aby odpocząć , bo nie byłam zmęczona..., tylko po to, aby móc `przyjrzeć się górom`. Zawsze jeździłam z rodziną w Tatry i do dziś właśnie tam najchętniej wracam. 
Pamiętam bardzo dobrze, że tylko jedna rzecz w górach budziła we mnie strach. Nie były to wielkie wysokości ani obawy przed wysiłkiem a... niedźwiedzie :) Każdy znak z napisem: `Uwaga! NIEDŹWIEDZIE NA SZLAKU`, ustawiany przed wejściem na szlak właśnie, budził we mnie obawy i lęk. Idąc przy lesie obsesyjnie nasłuchiwałam wszelkim ryków, co mogłoby być potencjalnym niedźwiedziem :) To się zmieniło, kiedy poszłam z rodzicami do muzeum górskiego niedaleko wejścia na szlak. Był tam pewien mężczyzna przy informacji, i wydało mi się, że on może udzielić mi odpowiedzi na pytanie. Popri\osiłam więc mamę, aby zapytała: `Ile niedźwiedzi żyje w Tatrach?`. Na co mężczyzna odpowiedział: `Aktualnie mamy ich 18`. Pomyślałam sobie `Co?! To bardzo mało, a więc mam niewielkie szanse na spotkanie jakiegoś...`. Od tamtego momentu przemierzam góry bez żadnych lęków i cieszę się każdą chwilą tam spędzoną, bo wtedy myślę sobie: `Dla takich chwil ja właśnie żyję...`.

www.fotografwarszawa.com.pl

Ale teraz przejdę już do Korony Ziemi. Jak pewnie wiecie, są to wszystkie najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów. Tak naprawdę osoby chcące zdobyć Koronę, mogą dokonać tego na dwa `sposoby` - łatwiejszy i trudniejszy. Te opcje różnią się dwoma kontynentami - Europą i Australią z Oceanią. W Europie wyższym szczytem od Mount Blanc jest Elbrus, który nie zawsze jest zaliczany do Korony, ze względu na położenie w Rosji, która leży jeszcze w Azji, jednak ten szczyt jest mimo wszystko położony na terenie Europy... Biorąc pod uwagę Australię z Oceanią najczęściej za najwyższy szczyt uznawana jest Góra Kościuszki - uważana za łatwą i niską górę. Natomiast w Indonezji wznosi się o wiele wyższy i trudniejszy szczyt - Puncak Jaya. 
Jak łatwo się domyślić, zdobycie Korony Ziemi jest moim największym marzeniem :)

fot. 7szczytow.pl

Mount Blanc

Podróż po najwyższych szczytach zacznę w Europie. Nazwa po włosku (Monte Bianco) oznacza ,,Białą Górę". Góra jest zaliczana do Korony Europy i nazywana Dachem Europy. Jest uznawany za szczyt trudniejszy technicznie (choć niższy) od góry Elbrus.

Wysokość - 4810 m n.p.m.
Pasmo górskie - Alpy
Państwo - Francja (przy granicy z Włochami)
Pierwsze wejście - Michel Paccard i Jacques Balmat (1786r.)
Pierwsze polskie wejście - Antoni Malczewski (1818r.)


www.stemme-powergliders.ch
Elbrus

Przez wielu uważany za najwyższy szczyt Europy. Prawdopodobnie nazwa pochodzi z języka perskiego i oznacza ,,Błyszczący". Jest też inna opcja ;) Szczyt może mieć też różne określenie w językach narodowości mieszkających w pobliżu góry, ale w języku karaczajsko-bałkarskim brzmi ,,Mingi Tau" - Wieczna Góra, a kabardyjskim - ,,Oszchamacho" - Górę Szczęścia. 
Do tego Elbrus jest ukochany przez narciarzy - co roku śmiałkowie decydują się na zjazdy po ośnieżonym szczycie.

Wysokość - 5642 m. n.p.m.
Pasmo górskie - Kaukaz
Państwo - Rosja
Pierwsze wejście - Killar Chaszirow (1829r.)
Pierwsze polskie wejście - Jerzy Rudnicki (1956r.)


en.wikipedia.org

Kilimandżaro - Biały Dach Czarnego Lądu

Do tej góry jestem bardzo emocjonalnie przywiązana, odkąd zdobył ją mój wujek. Tym samym pokazał mi on, że takie marzenia nie są do zrealizowania wyłącznie przez mega-doświadczonych alpinistów, a nawet himalaistów, a wręcz przeciwnie. Uważam, że kiedy ktoś podąża za pasją, to nic nie jest w stanie go powstrzymać i zniechęcić, a wszelkie trudności umacniają w nim postanowienie i marzenia. Dlatego Kilimandżaro jest taką ,,moją" górą :)
A przechodząc bardziej do teorii... Kilimandżaro jest jednym z największych samotnych masywów górskich, i to też jest w tej górze piękne... Wydaje się, jakby uciekła od innych gór i sama zadomowiła się gdzieś na sawannie, w otoczeniu dzikich zwierząt. Dlatego tak uwielbiam zdjęcia Kilimandżaro z ich udziałem :)

Góra ma 3 szczyty, będące pozostałościami po 3 wulkanach. Najwyżej położonym szczytem jest oczywiście Kibo (5895m n.p.m.). Pozostałe to:

- Mawenzi (5150m n.p.m.),
- Shira (3940m n.p.m.).

Wysokość - 5895m n.p.m.
Pasmo górskie - Pasmo górskie Kilimandżaro
Państwo - Tanzania
Pierwsze wejście - Hans Meyer, Ludwig Purtscheller (1889r.)
Pierwsze polskie wejście - Antoni Jakubski (1910r.)


www.dailymail.com.uk

McKinley

Mount McKinley zawdzięcza swoją nazwę byłemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych - Williamowi McKinleyowi. Szczyt pokryty jest wiecznym śniegiem i lodowcami, z czego największy z nich - Muldrow - ma długość ok. 50km. Indiańska nazwa góry to Denali, stąd nazwa parku narodowego, na którego terenie znajduje się McKinley - Park Narodowy Denali.

Wysokość - 6194m n.p.m.
Pasmo górskie - Alaska (najwyższa część Kordylierów)
Państwo - USA
Pierwsze wejście - Harry Karstens, Hudson Stuck, Robert Tatum, Walter Harper (1913r.)
Pierwsze polskie wejście - Marek Głogoczowski (1970r.)


www.earthrandom.com

Aconcagua

Najwyższy szczyt Ameryki Południowej, położony w prowincji Mendoza. W języku keczua brzmi - Acconcahuac - i tłumaczone jest jako ,,Kamienny Strażnik" (swoją drogą strasznie podoba mi się ta nazwa :) ). Na szczyt prowadzi wiele szlaków i dróg. Jedną z uważanych za najniebezpieczniejszą jest droga słoweńska. Ale i Polacy odcisnęli swoje piętno na Aconcagui. W 1934 roku pierwsza polska andyjska wyprawa wytyczyła drogę od wschodniej strony przez jeden z lodowców znajdujących się na Kamiennym Strażniku. Lodowiec został nazwany Lodowcem Polaków (hisz. Glaciar de los Polacos).

Wysokość - 6960m n.p.m.
Pasmo górskie - Andy
Państwo - Argentyna
Pierwsze wejście - Matthias Zurbriggen (1897r.)
Pierwsze polskie wejście - Stefan Daszyński, Stefan Osiecki, Wiktor Ostrowski, Konstanty Narkiewicz - Jodko (1934r.)


en.wikipedia.org

Masyw Vinsona

Najwyższa góra na Antarktydzie. Nazwana na cześć amerykańskiego polityka - Carla Vinsona - , który finansował wiele projektów badawczych na Antarktydzie. Położona jest w dość niedostępnym miejscu w Zachodniej Antarktydzie - na Ziemi Ellswortha. Jest uznawany za najzimniejszy szczyt planety, czemu trudno zaprzeczać. Od bieguna południowego dzieli go ok. 1200km. Ze wszystkich stron otacza go lądolód. Co w tej górze tak intryguje? Niedostępność? Możliwe, ponieważ Masyw Vinsona był ostatnim szczytem z Korony Ziemi, który został odkryty i zdobyty (pierwszy raz w 1966r.!). 

Wysokość - 4892m n.p.m.
Pasmo górskie - Góry Ellswortha, Sentinel
Terytorium - Antarktyka
Pierwsze wejście - Nicholas Clinch (1966r.)
Pierwsze polskie wejście - Mariola Popińska (1995r.)

www.youtube.com

Góra Kościuszki

Najniższy szczyt Korony Ziemi - liczy jedynie 2228m n.p.m., czyli mniej niż Rysy. W ogólnej klasyfikacji najwyższych gór Australii i Oceanii zajmuje dopiero 11. miejsce, lecz na Kontynencie Aborygenów faktycznie jest najwyższy. Góra znajduje się w stanie Nowa Południowa Walia. Muszę przyznać, że była to ,,moja góra dzieciństwa", odkąd przeczytałam książkę ,,Tomek w Krainie Kangurów" Alfreda Szklarskiego, która opisywała przygody na tym kontynencie i m.in. wejście na Mount Kozyjuszko. 

Wysokość - 2228m n.p.m.
Pasmo górskie - Góry Śnieżne
Państwo - Australia
Pierwsze wejście - Paweł Edmund Strzelecki (1840r.)
Pierwsze polskie wejście - Paweł Edmund Strzelecki (1840r.)


www.mountain-forecast.com

Piramida Carstensza

Najwyższy szczyt, jeśli weźmiemy pod uwagę Australię wraz z Oceanią. Jego inne nazwy to m.in. Nemangkawi i Gunung Sukarno, oraz najczęściej używana - Puncak Jaya. Góra ta jest najwyższą na świecie... leżącą na wyspie :) Dla mnie, jest niezwykle majestatyczna i ma w sobie coś przyciągającego, ale pewnie na mniejszą skalę, niż kolejny szczyt, jaki opiszę ;)

Wysokość - 4884m n.p.m.
Pasmo górskie - Góry Śnieżne
Państwo - Indonezja
Pierwsze wejście - Heinrich Harrer, Bert Huizinga, Russel Kippax, Philip Temple (1962r.)
Pierwsze polskie wejście - Jerzy Kostrzewa (1999r.)


trek-papua.com

MOUNT EVEREST

Listę najwyższych gór świata kończy oczywiście niesamowity Mount Everest! 

,,Zdobycie góry stanowi marzenie każdego wspinacza. W drodze do Korony Himalajów czy Korony Ziemi jest jednym z koniecznych etapów. W Koronie Ziemi wspinaczka na Everest jest wyzwaniem największym, najmniej przewidywalnym, najbardziej niebezpiecznym, najbardziej pociągającym…" - pisze o Evereście Bartłomiej Wróblewski na swojej stronie - 7szczytow.pl.

Trudno się z tym nie zgodzić. Bo mimo, iż Everest nie jest przecież ani najpiękniejszy, ani nawet najniebezpieczniejszy, to mimo wszystko przyciąga ludzi bardziej niż najsilniejszy magnes. Nie będę przecież oryginalna, kiedy powiem, że ten szczyt ma w sobie niezwykłą moc, a kto raz zauroczy się ta górą, prawdopodobnie nie uwolni się od chęci zdobycia jej, albo chociaż będzie to jego skryte marzenie. Ta hipotezę potwierdzają słowa Leszka Cichego, który - dokonując pierwszego zimowego wejścia - na szczycie Everestu powiedział: ,,Gdyby to nie był Everest, to  byśmy chyba nie weszli!". Widać po tym, jak ważne jest dla niektórych zdobycie właśnie EVERESTU. Czasem woli się  być kolejną, nie wpisaną na kartę wyczynów, osobą, która wejdzie na Czomolungmę, niż osiągnąć jakiś rekord himalaistyczny. Bo bycie ,,pierwszym" tu nic nie znaczy, to Everest jest ,,najwyższy".
Olga Morawska pisała w swojej książce: ,,Nepal ma niezwykłą, przyciągającą moc. Kto raz podda się jej działaniu, pozostanie pod jej wpływem przez całe życie". Myślę, że te piękne słowa można spokojnie przypisać też Górze Gór. 

Trochę teorii. Nazwa pochodzi od nazwiska George`a Everesta - walijskiego kartografa i geodety. W językach miejscowej ludności góra nazywana jest Czomolungmą, Qomolangmą lub Sagarmathą. 

Wysokość - 8848m n.p.m.
Pasmo górskie - Himalaje
Państwo - na granicy między Chinami a Nepalem
Pierwsze wejście - Edmund Hillary, Tenzing Norgay (29 maja 1953r.)
Pierwsze polskie wejście - Wanda Rutkiewicz (16 października 1978r.)

www.hdwallpaperscool.com

Niedługo planuję stworzyć kolejny wpis o górach, nie tylko Koronie Ziemi, także jeśli ten wpis się Wam spodobał i ciekawi Was ta tematyka, to zaglądajcie na bloga ;)


PS: Hasło posta ,,GÓRY PRZEDE WSZYSTKIM" jest jednocześnie tytułem książki Martyny Wojciechowskiej (I moim motto ;) ).



czwartek, 21 maja 2015

Madre de Dios

Na dziś przygotowałam post, w którym opiszę 2 rzeczy: Madre de Dios i Madre de Dios :)

Do stworzenia takiego wpisu zainspirowała mnie książką, którą obecnie czytam, a jej akcja dzieje się właśnie w peruwiańskiej selvie w tym regionie kraju.

MADRE DE DIOS - Rzeka

Rzeka Madre de Dios płynie przez Peru i Boliwię, z czego w tym drugim państwie wpada do rzeki Beni. Następnie rzeka Beni zakręca w kierunku Brazylii, łączy się z rzeką Mamore, które są dopływami rzeki Madeira. Z kolei ta rzeka wpada do Amazonki.

Madre de Dios --> Beni --> Mamore --> Madeira --> Amazonka

 en.wikipedia.org


Rzeka jest ważnym szlakiem handlowym. Takie towary jak np. mango dostarczane z wielu plantacji stanowią ważne elementy dochodowe dla Puerto Maldonado. Rzeka położona jest w dziewiczym i dzikim terenie, ale w jej brzegów położonych jest kilka parków i rezerwatów przyrody, m.in.:

> Tambopata - Candamo National Park,
> Manú National Park (który jest też znany Rezerwat Biosfery Manú),
> Bahuaja - Sonene National Park.


en.wikipedia.org


www.consumer.es

MADRE DE DIOS - Region

Madre de Dios to nie tylko nazwa rzeki, ale również jednego z 24 regionów Peru. Mimo całkiem sporej ilości regionów w Kraju Inków, państwo posiada też mniejsze prowincje. Madre de Dios dzieli się na:
>  Manu (Salvación),
> Tahuamanu (Iñapari),
> Tambopata (Puerto Maldonado).
Do tego Madre de Dios dzieli się jeszcze na 11 dystryktów.
en.wikipedia.org

Kultura: w większości źródeł możecie poczytać, że na terenie Madre de Dios znajduje się wiele inkaskich ruin. Przetrwało tam też kilka rdzennych plemion, które nadal zamieszkują tamte tereny.


www.gcftaskforce.org

Produkty eksportowe: region jest bardzo bogaty w wiele cennych gatunków drzew i surowców. Madre de Dios dostarcza takich produktów jak:
> Bawełna,
> Kawa,
> Trzcina cukrowa,
> Ziarna kakao,
> Orzechy brazylijskie,
> Olej palmowy.


alchetron.com

Do Madre de Dios rzadko organizowane są wyprawy, ponieważ region ten uchodzi za jeden z najniebezpieczniejszych w kraju, jeśli nie najniebezpieczniejszy. W tej ocenie ważny jest nieprzyjazny klimat i panujące tam warunki, jak i selva. Groźnie nastawione i zazwyczaj odcięte od świata rdzenne plemiona również nie tolerują ,,obcych".

Fauna: Region zamieszkują charakterystyczne dla klimatu równikowego zwierzęta. Liczne występują tam kapibary, jaguary, ptaki (m.in. narodowy ptak Peru - skalikurek andyjski) i olbrzymie rzeczne wydry.


 www.outsidde.com
SKALIKUREK ANDYJSKI
pl.wikipedia.org

Następny wpis prawdopodobnie będzie również dotyczył Ameryki Południowej i pojawi się w weekend lub nawet jutro! (22.05)


wtorek, 24 lutego 2015

,,Wyspa na prerii"

Hej!

Tak jak obiecywałam, w środku tygodnia będą pojawiać się posty nie związane z żadnym miejscem czy państwem, ale z innymi rzeczami podróżniczymi, najczęściej książkami ;)

Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę Wojciecha Cejrowskiego pt. ,,Wyspa na prerii".

Dotychczas pisałem książki o Indianach z Amazonii - było dziko i egzotycznie. Ta jest o kowbojach z Arizony, i też będzie dziko i egzotycznie. ~ fragment książki...

Szczerze powiedziawszy, to pierwsza książka WC jaką przeczytałam i bardzo tego żałuję, bo już od pierwszych stron można by powiedzieć, że pokochałam tę książkę. Wielokrotnie powtarzam sobie przy oglądaniu ,,Boso przez świat", że p.Cejrowski ma talent do ciekawego opowiadania o świecie. Tę zdolność umie oczywiście przenieść do swoich książek, przez co czyta się je jednym tchem. Książka jest niezwykle humorystyczna i ciekawa.
Akcja książki toczy się na południu Stanów Zjednoczonych, w Arizonie. Autor opisuje w niej swój pobyt na prerii w swoim domku, który najpierw dostał, potem wygrał w karty, a ostatecznie kupił ;) Jeśli ciekawi Was jak to możliwe, koniecznie zajrzyjcie do ,,Wyspy na prerii". 



Aha, i najważniejsze! ,,We don`t dial 911"


fot. miedzysklejonymikartkami.blogspot.com

niedziela, 22 lutego 2015

Rio de Janeiro! MEGACITY

Hej!
Jako pierwszy powstał wpis o Rio de Janeiro, mieście, które od kilku tygodni ,,prześladuje" mnie. A to dlatego, że wiele książek, które czytałam zawierały informację o tym mieście, oglądałam też filmy przyrodniczo-dokumentalne o Brazylii i jakoś zawsze moje myśli zwracały uwagę na ,,Rzekę Styczniową" (bo to oznacza właśnie nazwa ,,Rio de Janeiro").
Dodatkowo planuję robić posty typu ,,MEGACITY", megamiasta. Będą dotyczyły wielkich metropolii z całego świata tj. Nowy Jork, Londyn itp. Rio jest pierwsze!

fot. travelin.pl

Mimo, iż Rio przyciąga głownie młodych ludzi pragnących zabawić się na Copacabanie, nie znaczy to, że miasto jest jedynie ,,kurortem wakacyjnym". Miasto liczy wiele zabytków min. wiele klasztorów.


Najbardziej charakterystycznym punktem, a zarazem symbolem Rio de Janeiro jest Posąg Chrystusa Odkupiciela na wzgórzu Corcovado! Posąg był w całości wykonany we Francji i był prezentem dla Brazylii w rocznicę odzyskania niepodległości. W 2007 roku Chrystus z Rio został uznany jednym z 7 nowych cudów świata! Jego rozłożone ręce ,,otulają" całe miasto.

fot. www.abavbahia.com.br

Kolejnym ze słynnych symboli Rio jest Głowa Cukru (por.Pão de Açúcar). Jest to wzgórze nad Zatoką Guanabara nad Oceanem Atlantyckim.Wznosi się na wys. 396m n.p.m i plusem jest to, że można na nią wjechać kolejką!



fot. BIBLIOTECADEINVESTIGACIONES.wordpress.coM


Brazylia jest też krajem piłki nożnej, w nią gra tu prawie każdy. Fani tego sportu na pewno nie będą nudzić się w Rio de Janeiro. Mieści się tu bowiem jeden z największych stadionów na świecie - Maracanã. 
Obiekt stał się tak popularny, że został mianowany stadionem narodowym, a nawet nowo odkryta papuga została nazwana arą maracanã. Obecnie stadion nadal jest wykorzystywany do rozgrywek sportowych, lecz jest to już zabytek.


fot. wikipedia.pl
Chyba najbardziej przyciągającym okresem na przyjazd do Rio dla większości jest okres karnawału! Jest to czas wielu pokazów i niekończącej się zabawy. A więc poznajcie parę ciekawostek na temat tego magicznego czasu dla Rio.

Karnawał w Rio de Janeiro zaczyna się zawsze w niedzielę, a kończy w Tłusty Czwartek lub Margi Gras.

Tradycja obchodów karnawałowych sięga aż 1823 roku!
Występ na sambodromie jest niezwykle drogi! Dla każdej ze szkół samby to wydatek ok. 2-3 mln dolarów! Dlatego na występ mogą sobie pozwolić tylko najlepsze szkoły z całego kraju. Łącznie jest ich ponad 200!
Słowo karnawał oznacza w j. portugalskim ,,4-dniowe świętowanie".
Po zachodzie słońca podczas karnawału w Rio na ulicach miasta słychać już tylko głośną muzykę i krzyki ludzi, widać ogromną paradę i kolorowe stroje tancerek. Karnawał w Rio to idealne miejsce dla spragnionych hucznej zabawy!










polskatimes.pl/bankomania.pkobp.pl/www.tvp.info







Więcej wpisów, więcej podróży...

Hej!

Wiem, że na moim blogu już od bardzo dawna nie pojawiały się wpisy i jest mi trochę głupio, że tak porzuciłam ,,Duży świat, Mała ja"... Dlatego postanowiłam to zmienić. I to już na dobre!

Wyspa Spinalonga, wybrzeże Krety, lipiec 2014r., archiwum prywatne

Od teraz możecie się spodziewać dłuższych wpisów, które będą się pojawiać na blogu regularnie co tydzień lub częściej (zazwyczaj w weekendy), a dodatkowo w środku tygodnia będę pisać też krótsze wpisy, oczywiście też związane z podróżami, np. recenzję jakiejś podróżniczej książki ;)
Już niedługo możecie się spodziewać szczegółowych relacji z moich najnowszych podróży. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, zaglądajcie na bloga :D

autismsocietyoaklandcounty.org

Już jutro możecie zajrzeć na bloga, ponieważ pojawi się tu mała niespodzianka ;)
A teraz trzymajcie się ciepło!